RSS
 

all the things I hate

20 lip

Moze kiedys jak dostane raka to spojrze na to i sie posmieje z tego jakie straszne mialam problemy. Tymczasem z siedzenia w pierwszym rzedzie sap a’la fejsbukowy, gdyby nie to ze tam mam ludzi ktorych schadenfreude doprowadzilby do orgazmu.

 

Gdzie by tu zaczac… a wiec przeprowadzka. pol roku temu dorwalismy sie do milego domku. Z durnymi dywanami nawet w kiblu ale przysiegam przed soba ze nie narzekalam na to wiecej niz przy przeprowadzce. Wiec skad ta karma?! Po czterech miesiacach informacja taka, prosze wypierdalac, wlasciciel sie wprowadza. Poszukiwania szly marnie, rynek biedny, wiekszosc na sprzedaz. Wzielismy dom, droga lekcja na reszte zycia – jesli cos jest nie tak z domem jak go bierzesz, to bedzie tak samo jak bedziesz w nim mieszkac. Nie, nie wywietrzy sie. Szczegolnie jak nie ma okien w salonie! Nie, nie wyczysci sie, jesli gdzies jest plesn lub wali grzybem. W efekcie mieszkamy z otwartymi drzwiami poki lato trwa, codziennie sypiac na dywan proszek zjadajacy smrod i najgorsze ze do smrodu mozna sie przyzwyczaic… Jesli chata jest ‚pets considered’ to znaczy ze poprzedni wlasciciele zyli w chlewie z psami szczajacymi i srajacymi na ukochane przez anglikow dywany, a tobie przyjdzie to wdychac przez nastepne szesc miesiecy, jesli nie chcesz ponosic kosztow czynszu dopoki nie znajda nowego lokatora.

 

W kuchni nie ma miejsca na nic.

w szafie nie ma miejsca na nic. na grzyba tez nie, upside.

w lazience jest miejsce, upside. Oh lazienka! Szczyt brytyjskiej mysli inzynieryjnej. Dwa krany. Dwa. Jebane. Krany. W wannie. Jedna noga polewana wrzatkiem, druga lodowata woda. Ja jebie.

Skoro o mysli inzynieryjnej mowa, pozwole sobie powtorzyc. W ogromnym salonie nie ma okien, wietrze drzwiami frontowymi. Na dziure zarzucam firanke, nie wiem czy wiocha mniejsza czy wieksza. Jak bralam to sprawdzilam tylko ze fajne nowki plastiki. Juz zeby mialy klamke to nie przyszlo mi do glowy sprawdzac. Myslalam ze to zdroworozsadkowe podejscie, zeby okna mialy klamki. Zeby sie otwieraly, w ogromnym pomieszczeniu, ktore zajmuje caly parter. Okna z drugiej strony wychodza na przedsionek.

W przedsionku jest surowy, otwarty, niczym niekryty niezamkniety nie w rurze! Odplyw. Dziura w ziemi. Radosnie chlupie jak leci woda.

Tak zwany ‚storage space’ nie istnieje w tym domu w sposob akceptowalny, bo poza strychem ktory otworzylismy sobie nielegalnie, jest jeszcze narnia, ktora smierdzi tak jak dusza tego domu, stechlizna z ubieglego stulecia. Podobnie smierdzi z szafek w kuchni, co nie podbudowuje mnie na duchu. Sek w tym, ze skoro nie ma Narni, to nie ma nawet gdzie wsadzic takich pierdol jak ciezarki czy mata do cwiczen, albo deska do prasowania, czy wielka wystawka z moich butow ktora robi obecnie za ozdobe salonu. Ulokowana naprzeciwko kanapy stanowi rzezbe typu modern art, do kontemplowania.

 

Sypialnia ktora smierdziala mniej, w ktorej w efekcie wyladowalo lozko, jest tak malenka, ze powoduje uczucie klaustrofobii po wstawieniu do niego lozka. Lozko, ktore wydawalo mi sie przynajmniej spore w starym domu, teraz sprawia wrazenie jakbym miala z niego za moment spasc. Nie pytam sama siebie nawet jak to jest mozliwe, ale za dowod niech swiadczy to ze Karol obudzil siebie (i mnie!) o piatej rano, histerycznie probujac mnie sciagnac z krawedzi bo wydawalo mu sie ze praktycznie spadam!

 

Od tygodnia nie przespalam dluzej niz do 6 rano, absolutny max. Budzimy sie obydwoje zapchani od alergii, bo mimo prob doczyszczenia tego gowna, ewidentnie byly tu zwierzeta i troche wody i odkurzania uplynie zanim smierdzace dywany o tym zapomna.

 

Ktos mi bardzo zle pozyczyl, skoro obecnie siedze w domu z otwartymi drzwiami (dla przyzwoitosci powiesilam na wejsciu firanke), klepiac na telefonie posta.

Przeprowadzajac sie pol roku temu planowalismy zakup pralki i lodowki, bo stare troche sie sypaly. Tymczasem okazalo sie ze owe przedmioty sa na wyposazeniu nowego mieszkania, wiec radosnie stare zostawilismy nowym lokatorom starego wlasciciela. I tak oto obecnie nie posiadam lodowki. Miala byc – i nie ma. Pralka zdazy dojsc, choc miala dluzszy czas dostawy, a lodowka? Taki chuj. Czekam na informacje, pocieszana smsami od Argosa ‚nie mamy jeszcze szczegolow ale zamowienie bedzie do 23/07 tak jak mialo’. No to czekam. W koncu dzwonie dzis, slysze ‚ale nie zostala ustalona dostawa, moge pani ustalic’ no to poprosze. ‚To 26/07 bedzie’. Ale mialo byc do 23?! To jest dawno po terminie to sie nie godzi, panie, w Anglii jest tydzien lata, akurat jeden jebany tydzien jebanego lata, ja jestem bez lodowki co pan! ‚to jest najblizszy termin’. To ja chce zwrot. ‚ale bedzie za piec dni kasa dopiero’. ‚Roboczych’. No i zblazowany ciupas mi mowi ze szybciej dostane lodowke po fakcie niz moje pieniadze. Chcialabym moc sie uniesc duma, odwolac anulowac jak rejtan rozedrzec koszule krzyknac nie dostaniecie mojej kasy chamy… ale… nie mam kasy na nastepna… ktora bylaby i tak za piec dni roboczych!!! Wiec jebac to. Lodowka dotrze we wtorek. miejmy nadzieje. W pracy napisalam maila czy ktos nie ma malej turystycznej, wiec obecnie moje jedno maslo i pare szynek na skraju smierci probuja sie schlodzic w malej lodowce na piwo, niestety nie jest ona poki co zbyt wydolna. Nadal sie modle ze zacznie chlodzic.

Polowa dywanu zasypana odsmradzaczem, polowa zalana odsmradzaczem ciezkiego kalibru na psie szczyny, mam wrazenie ze chata smierdzi dalej, tylko mieszanka chemii i starych ludzi plus sikow.

Z perspektywy glodnego dziecka z Afryki jestem niewdzieczna. Mam smierdzacy dach nad glowa, a jaki metraz. Mam telefon, to ze sie nie da z niego dzwonic to male piwo. Mialam wakacje, to ze tez byly pod znakiem ‚mocne dwa, siadaj’ well shit.

Caly weekend pucowania starej chaty, depozyt pod znakiem zapytania. Nowa chata w oplakanym brudnym smierdzacym stanie.

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Am I ever going home?

11 gru

Krótki moment braku skupienia, ulotna chwila niezagłuszona żadnym kompulsywnym aktem i wszystko wokół kruszy się i rozpada. Tak jak zawsze, od zawsze. Nie wiem jak to dokładnie określić. Na codzień zaciskam zęby i pruję do przodu, bo tak muszę. Nie, oczywiście, nic nie muszę, mogę być sobie na dnie łańcucha pokarmowego i być dokarmiana jak gołębie w parku przez jakichś wariatów, którzy nie mają nic lepszego do zrobienia z czasem i pieniędzmi. Bądźmy realistami. Czuję się niespełniona, czuję się niepełna, a przede wszystkim strasznie się boję. Jestem zmięta, zużyta, znużona, zniechęcona, nic nie osiągnęłam i nic nie osiągnę. Modne słowo ostatnio to anxiety. I is it anxiety? Or is it just fear of… I don’t know, everything. Samotności i tłumu, trudu i miałkości, starości, bólu, śmierci.

 

Lubię sobie czasem popłakać.

 

Nikt nie potrafi z tym pomóc, żadne współczucie nie pomaga. Jest tylko ściana niezrozumienia, przecież mam całkiem wszystko, czego ryczę.

 

And I’m just scared…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

a zero

06 lip

nie wiem nawet po co to pisze. nie potrafie napisac pelnego zdania o tym jak sie czuje. zapomnialam ze mam w ogole dywan. nie moge spac, ale nie moge nie spac. obrzydliwe poczucie kompletnej alienacji. puste slowa i pozbawione zrozumienia gesty. bezproduktywne wspolczucie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gaping void

03 lip

Jakoś źle.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

It’s creeping up on me…

25 kwi

Nie zatrzymuj się. Nie odwracaj się. Nie zaczytuj się. Chłodny oddech mierzwi włosy na karku. Na wpół ze śmiechem na wpół z rozpaczą czytam grudniową notkę – pięć lat. Moja droga, 2014 minus 2005 nie równa się pięć. Even more scary.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tyle gum kulek

25 sty

Wykrwawiam się na śmierć i boli mnie kawałek pleców odpowiedzialny za przyklejanie się do macicy i podejmowanie prób bycia wydalonym w ramach kary za nie spłodzenie potomstwa w tym miesiącu. Jako że ból jest bardzo inspirujący mam kilka przemyśleń na temat tego jak odrażająco głupi są ludzie. Przede wszystkim spodnie. Lub raczej ich brak. Tutaj nie ma tolerancji. Czy to chuda dupa czy to gruba dupa, nie należy zapominać o spodniej części garderoby. Laski nie dość że chodzą bez spodni, w leginsach ohydnie opinających każdy ich niedogolony włos na dupie, eksponując camel toe, rozstępy, brudne majty babci pozwijane pod czymś co od rajstop różni się jedynie tym, że nie posiada stóp! Jest coś gorszego. Legginsy bez spodni w kolorze cielistym. Nie ma bardziej traumatycznego i szokującego przeżycia, kiedy nagle twoje oczy kaleczą się o wizję tego że ta laska stoi tam z gołym dupskiem jak jakaś tania rosyjska prostytutka na rogu ulicy – puchowa kurteczka i goła dupa do kozaczków ze skórki! Przez chwilę twój mózg próbuje wystrzelić się przez ucho w niedowierzaniu, a potem w końcu lampiąc się ze zgrozą i zbliżając do celu dostrzegasz skudlone kuleczki cholernych cielistych leginsów. Świat okazał się łaskawszym miejscem. Druga rzecz to facet bekający na przystanku na cały regulator, pan starszy elegancik – bez żadnej żenady i zahamowań. I głupi ubezpieczyciel, który zostawił mi enigmatyczną wiadomość ‚Proszę pilnie oddzwonić’, po to żeby po 5 minutach durnej muzyczki przemaglować mnie z danych po numer buta i ulubione danie, marnując kolejne siedem minut mojej przerwy, aby w końcu stwierdzić że… wysłali papiery proszę wypełnić i odesłać! Nie mógł zostawić tego w nagraniu na poczcie, powiedzieć ‚proszę wypełnić i odesłać, zadzwonić w razie dalszych pytań’. Nie. Po co. To by przecież miało jakikolwiek sens. Na ośmiu nowych trzech ma mózg, a dwóch z trzech ma mózg i wydaje się relatywnie normalnych i sympatycznych. To świadczy o trzymanym wysokim poziomie. Na spotkaniu z szefem szefów, szef rzecze tak ‚Chciałbym wam podziękować, zbyt rzadko to się tu robi. Dziękuję!’ ok dobra dziękuj sobie, you’re welcome czy coś. A potem mówi ‚I ostatecznie wszyscy jesteśmy tu dla pieniędzy, biznes to biznes, to nie jest nic personalnego, ale biznes ma przynosić profity, jesteśmy tu wszyscy dla zysku’. No dobrze, zgadzam się, przyklaskuję idei. Parę zdań później leci tekst ‚A więc każdy z was powinien czuć się doceniany, powinniście to częściej słyszeć, chciałbym częściej okazywać wam wdzięczność – niekoniecznie finansowo, ale na przykład mówiąc dziękuję!’. I tak pompuje tę motywacyjną papkę, o podwyżkach ni widu ni słychu, na pytanie wymijająco odpowiada że może kiedyś jak cośtam cośtam, i tylko mnie szczypie w dupie zestawienie tych wypowiedzi – wychodzi na to że biznes jest po to żeby zarabiał, menadżerowie przychodzą tu po to żeby zarabiać, szefo przychodzi zarabiać, a reszta przychodzi za dziękuję. I drażni mnie to, bo jedną ręką wysyła maile o tym ile zarobiła w tym roku firma, jaki cud jaki zysk, jaki gracz na skalę Wąchocka Mniejszego, a drugą ręką kasuje pożegnalne maile ludzi, których zwolnili bo firma nie wyrabia. Męsko. Wypłata w tym miesiącu przynajmniej godna za te nocki, tyle gum kulek.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sentymentalnie

29 gru

Minęło pięć lat jak nic, a ja nadal czuję się tak samo bezradna, tak samo znużona i tak samo pozbawiona kierunku. Może już nie płaczę tak dużo, może nie mam na to czasu w pierdolonym 9 to 5. Mijam się z celem w życiu i brzydzę się i nudzę, a jednocześnie samo myślenie o podjęciu jakichkolwiek czynności jest już zbyt wyczerpujące. Jak każdy życiowy nieudacznik mam zryw energii i przypływ ambicji o 2 nad ranem, będę królem mojego życia, kowalem losu i panem przeznaczenia. Tymczasem rano wstaję jak zwykle, tak samo nieprzytomna. Tak samo znużona i zaspana, z wyczerpanymi pokładami cierpliwości i ciągle narastającym napięciem i zgorzknieniem, poczuciem, że czas ucieka, a ja nie robię nic. I dalej nic nie robię, dalej po prostu smaruję gorzkie żale, nawet nie wiem czego chcę. O co mi w ogóle chodzi? Mogę się czasem zatopić w umiarkowanym ukontentowaniu, zawisnąć w tej szarej takosobiości, co tam? Nic ciekawego, nic nowego. Próchnieję w środku. Nie ma intensywności, nie ma strachu, nie ma gniewu. Wszystko jest ok. Wszystko jest tak samo. Ja chyba nie potrafię dorosnąć, ciągle pytam sama siebie, mamo, to jest ta dorosłość? To jest życie? Mam tak żyć jeszcze ile? Trzydzieści lat? Czterdzieści? Dlaczego nikt mi nigdy nie powiedział, że to jest najgorsze co ci się w życiu może przydarzyć? Bo zanim jeszcze dorośniesz ciągle zerkasz za swoim Krakowem, czekasz na tę zieleńszą trawę i masz nadzieję. Dorosłość jest wtedy kiedy wszystko przestaje się zmieniać, a ty utykasz z czymś co jest ok. Przecież nie można przeżyć życia na emocjonalnym haju? Moje fantazje mi pomagają przeżyć, trzymają głowę nad powierzchnią wody, czy to one mnie oszukały, mamią mnie nierealnym natężeniem? Nic mi się nie chce.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gówno.

26 lip

Ten nowy blog to jest jakiś dramat. Miałam wenę, żeby skrobnąć jakiś nostalgiczny pełen rozważań nad miałkością egzystencji akapit, ale wyszła z tego tytułowa kupa, bo walka z tą śmieszną platformą wyssała ze mnie wszystkie soki. Nie dość, że blog wygląda jak klinika dentystyczna, nie dość, że cały zasrany panel tak wygląda, nie dość, że odarli mnie z haseł i prywatności, to jeszcze nie da się zmienić adresu przynależącego do bloga. I tak o to jak zginie mi hasło do poczty, na którą nie logowałam się chyba siedem lat, to nie dostanę się na mojego odwiecznego bloga. Przestój roczny to dobry sposób na pozbycie się ewentualnej publiki, wszyscy już zapewne zwątpili, miejmy nadzieję, że nikt nie porządkuje zakładek jak ja. Nie wyświetla mi się godzina notki i nawet nie mogę tego edytować, oczywiście, że nie mogę. Oczywiście. Co ja tu mogę? Jestem niemile widzianym intruzem na własnym blogu, czuję jakby ta witryna mnie zwalczała swoją pasywno-agresywnością. Na dodatek pod każdym moim zgoła osobistym wpisem znajduje się guziczek do rozpylania broni masowego rażenia na wszystkich portalach społecznościowych, których guziczki się zmieściły. Jestem przerażona i sfrustrowana, too scared to leave, too scared to stay.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I hate the world today

02 paź

I don’t want your boring life
And I don’t want your 9 to 5

No przynajmniej na dziesiątą sie mogę wyspać! A taki chuj. Kurwa jaki ten nowy blog jest lipny. Rzygać się chce na widok tego szpitalnego wystroju, nie mam sił ani chęci ani czasu ani w ogóle weny się przenosić, czuję się kopnięta w dupę przez portal, za założenie bloga na którym zapłaciłam dychę esemesem w czasach przed gimnazjalnych gdzie ta domena była najbardziej przyjazną użytkownikowi i rzetelną, godną zaufania, bo nie padała co chwilę jak mylog grożąc utratą dorobku wszystkich lat. Teraz szmacą mnie zmuszając do przeniesienia na jakiegos wordsresa, który gówno mnie obchodzi i z którym nikt nigdy nie chciał mieć nic wspólnego. Powinnam wypierdolić tego bloga dla samej zasady.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I feel so ordinary

12 sie

It’s dark at nine o’ clock
Well it’s just as dark inside my head
So loud I hear the silence
I hear exactly what you said
Too tired now for listening
It’s just turned fifteen after three

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS